środa, 29 kwietnia 2015

Wczorajszy Dzień Otwarty...

Wczoraj w jednym z liceów w pobliskim mieście (tak, mieszkam na wsi) był dzień otwarty.  Ja jako osoba bardzo niezdecydowana nadal nie wiem gdzie pójdę do szkoły, mimo tego, że za dwa tygodnie zacznie się składanie podań.  Jechało kilka osób z mojej klasy a,  że już wcześniej miałam tę szkołę na uwadze, pojechałam z nimi.
 Wstałam o 6:30 i jak każdy zadbałam o swój wygląd,  co było syzyfową pracą bo skóra na mojej twarzy niedługo zacznie schodzić płatami.  Cóż... Chcesz być piękna?  Musisz pocierpieć!  No, ale jak czwarty z kolei lek na trądzik mi nie pomoże, to pozostanie mi tylko popaść w depresję. Później pojechałam do koleżanki i siedziałam u niej dwie godziny. Ja wielka abstynentka poczęstowałam się Malibu z mlekiem ( tak na odstresowanie). Wnioski?  Bleeeee, co za ochydztwo!
Około godziny 10 ja, moja koleżanka i kolega pojechaliśmy rozklekotanym busem na spotkanie z przeznaczeniem. Stres jak w dniu egzaminów. Nie lubię być w centrum uwagi,  nie lubię jak ktoś się na mnie patrzy,  nie lubię nic robić z osobami, których nie znam. Tak, więc wiadomo jak się czułam wchodząc do tej szkoły, a tam BUM!   Tłum licealistów i innych gimnazjalistów,  wszyscy się patrzą, zaczyna się rzucanie docinków i zaczepianie.  Nauczyciele już na wejściu robią zdjęcia.
W środku przejęły nas dwie dziewczyny z drugiej klasy,  polubiłam je od razu, były "spoko ".
Mnie najbardziej interesowała klasa turystyczno- językowa z językiem francuskim, gdyż niemieckiego nie znoszę.  Modlę się nad nim trzy lata i moje umiejętności kończą się na :
~ Ich haiße Wiktoria.
~ Ich 16 Jahre alt.
~ liczenie do 100
Jestem geniuszem ( zapewne zrobiłam błąd w którymś zdaniu).
Szkoła nie jest duża,  nauczyciele wydają się fajni i uczniowie też. Spodobała mi się,  więc na pewno złożę tam podanie.
Potem poszliśmy do "Mac'a" bo w naszych brzuchach doszło do III wojny światowej.  Trochę pobłądzilismy po mieście, ale szczęśliwie dotarłam do domu.
Wiktoria.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz